ForAnimals-Lodz

numer konta
71 1020 2313 0000 3802 0442 4040
KRS 0000265307

Altówka …..

17.11.2014

W niedzielę wieczorem koteczka obwąchała talerzyk z  jedzonkiem  -  filet z indyka, kurze serduszka, kiełbaska, szyneczka, gourmecik.  Miałam wielką nadzieję, że coś zje, nawet liznęła tego indyka, może ze dwa strzępki zjadła  -  ale to jeszcze nie to….  Poniedziałek bardzo rano  -  po kolejnej kroplówce z talerzyka jw. polizała gourmeta  -  ale nie zjadła, no, może tyle, co na języczku się zaczepiło. Ale odniosłam wrażenie, że jest nieco żywsza, np. uciekała  -  łapałam ją na kroplówkę.
Może…
Oby….
Dziś wraca do lecznicy na dalsze płukanie. Kciuki bardzo potrzebne.

 

16.11.2014

Altówka na weekend trafiła do mojej sąsiadki, dostaje kroplówki, przytula się wprost natrętnie, jakby chciała nadrobić stracony czas. Mruczy i ugniata łapeczkami nawet podczas kroplówki. Jest niedziela rano – do tej pory nic nie zjadła, czasem napije się wody, podstawiona pod nos miseczki powącha, ma się wrażenie, ze zaraz coś liźnie, ale nie…. Rozmawiałam z p.Lusią – wg niej kotka jest w ogródku przyblokowy ponad 8lat, może nawet 10…  W poniedziałek wraca do lecznicy na dalsze płukanie, może coś drgnie. Pozostaje tylko trzymać kciuki.

 

 

 

 

A dla urozmaicenia – biały długowłosy zielonooki trzylatek. Co z nim? Proste, błąkał się przy stacji benzynowej, szuka domu. Wykastrowany, z wybitym jednym kiełkiem. O,
taki Śnieżek:

 

 

 

 

 

14.11.2014
Miałam pisać o Piracie, o połamańcu…. Ale tu jedna historia nie przechodzi w drugą, a ją goni….
Ania od Pirata i jej sąsiadka Ela od 3-4 lat dokarmiają kotkę w przyblokowym ogródku. Ma na imię Altówka. I jakiś czas temu  -  w końcu października  -  przestała jeść. Więc łapanka, lecznica. Remont pyszczka, hospitalizacja i powrót. I wczoraj znów Altówka nie je, więc łapanka, lecznica, badanie krwi  -  mocznik 400, kreatynina 8.
W lecznicy okazało się, że Altówka nie jest dzika, na wolności po prostu nie dawała się głaskać.
Te wyniki brzmią jak wyrok… Bo nawet jeśli po kroplówkach spadną, wypuścić jej nie można. A miejsca dla niej nie mamy… Zwyczajnie….
Tyle że wg moich doświadczeń słaba nadzieja na poprawę….
W weekend lecznica nieczynna, udało się znaleźć miejsce, gdzie podadzą jej kroplówki, podsuną pod nosek jedzonko.
A dalej?
Wczoraj zgarnęłam z ulicy  -  tymi ręcamy, tymi palcyma  -  dwa domowe koty. Na szczęście oba „na zlecenie”  -  i nie muszę się martwić, co z nimi dalej, no, może trzeba będzie pomóc w ogłoszeniach.
Pierwszy to kotka z cmentarza, jest tam od kilku dni, przez Zaduszkami byłam oprzątnąć groby, tłoku nie było, kotki nie widziałam. Wczoraj zadzwoniła Dobra Pani  -  słuchaj, tam jest przylepna kotka, kwiaciarze karmią ja, ale nie chcą dać na sterylkę, jak się okoci, to zamarznie z maluszkami, tam budki wyrzucają, zrób coś.
Podjechałam, zakiciałam, przybiegła, zabrałam, przejechałam przez lecznicę  -  miała bliznę na brzuszku  -  zawiozłam do Dobrej Pani. Cudo, śliczne i przymilne. W nagrodę dostałam pyszny barszczyk.

I przy barszczyku zadzwonił telefon  -  Pani Doktor, która kiedyś poznałam przy łapankach pod Światowidem. Kot w bramie od kilku dni, daje się głaskać, nawet wziąć na ręce, ale nie daje się wnieść do klatki schodowej  -  widać na kogoś w tej bramie czeka. Pani Doktor, złapać mogę, ale co dalej? Tylko schronisko… A nie, ja go wezmę, poszukam mu domu  -  mówi Pani Doktor.
No to co.. Pojechałam kot przywitał mnie w bramie, faktycznie gadatliwy, pochodził bliziutko, ale dotknąć się nie dał, wzięłam łapkę i kontener. Zeszła Pani Doktor, przybiegł do niej, kucnęłyśmy, zajął się chrupki, pogłaskałam, złapałam za kark, grzecznie dał się załadować do kontenerka. Śliczny jest, chyba kocurek. Pręgi jak rybie łuski.

 

 

 

 

 

Powiedzcie mi, po co niektórzy ludzie biorą zwierzęta?
Przecież i Altówka, i ta cmentarna, i bramowy to bardzo oswojone koty, na pewno miały dom. Bramowy nie chciał się ruszyć z miejsca, widać na kogoś czekał  -  na kogoś kto go w tej bramie zostawił. Cmentarna też.
Wysterylizować czy wykastrować przy pewny staraniu można prawie darmo lub darmo, stowarzyszenia i fundacje tu raczej nie odmawiają. Są sterylki miejskie. I ciągle nadmiar zwierzaków, ciągle nie są na tyle wartościowe, by ich nie wyrzucać. I dotyczy to nie tylko „zwykłych” kotów  -  piękne, długowłose i rasopodobne też ciągle  znajduje się na ulicach…
I nikt ich nie szuka….

Złamana łapka

20.11.2014

Obiecane zdjęcia z dt – biega, a właściwie chodzi luzem, nie wskakuje na meble tylko prosi, by go podnieść, podobnie z zeskakiwaniem. I zapracował sobie na imię – Miałkun. Nie sprawia kłopotów – oprócz domagania się ciągłej uwagi. Wtedy jest przeszczęśliwy, mruczy, mruży oczka, zagaduje.

I takie sobie rozważania – już po wysłaniu wczorajszego tekstu porządkowałam sobie telefony – i numer, z którego obudzono mnie dziś o 5.28 to nr S. Telefon mnie obudził, wrrr. Oddzwoniłam zaraz, bo albo coś się stało, albo głupi żart, jakoś zareagować trzeba. Z tamtej strony cisza. To, że kociak ma coś z norwega, to też informacja od S.- może kupili od pseudohodowcy a po złamaniu łapki okazało się, że nowy będzie tańszy niż „naprawa” starego?
Mimo wszystko bardzo proszę o dom dla kociaka i ew pomoc w pokryciu kosztów leczenia….

18.11.2014

Kotek już w dt, prosimy o pomoc finansową na pokrycie kosztów operacji łapki – jeśli ktoś może – to bardzo będziemy wdzięczni – na połamańca na konto FFA Łódź 71 1020 2313 0000 3802 0442 4040.

 

 

 

A poza tym? Ów potencjalny dt – znalazca kota – powiedzmy S. – nie odezwała się… Pewnie po raz kolejny dałam się zrobić w bambuko. Nie powiem, że miałam złe przeczucia od początku, ale chyba powinnam. Bo zawsze przy telefonach do mnie – na mój prywatny numer – pytam, skąd osoba dzwoniąca ten numer dostała. Może na wszelki wypadek, może dla statystyki. Różne odpowiedzi dostaję, czasem uczciwe, czasem -że nie powiedzą, czasem mocno kręcą. A tu najpierw że numer od znajomej, potem ze strony fundacji. Tam mojego telefonu nie ma. Docisnęłam, i dostałam smsa z informacją, że S. zadzwoniła pod telefon z ogłoszenia adopcyjnego, powiedzmy 555 555 555, i tam ją przekierowano na mnie. Sprawdziłam, bo doskonale znam ten telefon i właściciela – nie przekazywał mojego telefonu. Czyli S. mija się z prawdą. Ciekawe dlaczego…. Gadałam wczoraj z lecznicami na Teofilowie – lekarka przypomniał sobie kociaka ze złamana łapką, był z nim mężczyzna.
Wg S. kot był znaleziony w niedzielę. We wtorek trafił do nas – czyściutkie futerko, generalnie w idealnym stanie. Ze zdjęć, które dostałam od S. i pokazałam wcześniej nie da się odczytać daty..
Podobno jak się ma miękkie serce, trzeba mieć twardą d..ę. A w takich sytuacjach zawsze jest w tle cierpiący kot…
Do rzeczy – wczoraj kociak został zabrany z lecznicy, pojechał do awaryjnego dt, miał siedzieć w klatce, ale takie przedstawienie urządził, na zmianę rozpaczliwy lament i awanturnicze wrzaski, , między prętami chciał sobie złamać kolejną łapkę, że chodzi luzem.. Trochę syczy na koty i bezwzględnie domaga się uwagi człowieka. Cudak. Zdjęcia będą, na razie papiery z lecznicy – za tydzień kontrola i przepakowanie do nowego opatrunku.

 

 

 

 

Może ktoś zechce ofiarować stały dom – prosimy o wiadomość.

 

17.11.2014

Wczoraj (niedziela) dzwoniono z lecznicy  -  mały jest do odebrania. Wróciłam do domu dość późno (tradycyjnie  -  nagłe a terminowe zlecenie) i już nie miałam siły telefonować z pytaniem czy propozycja dt jest aktualna.
Poniedziałek  -  rozmawiałam z lekarzem, operacja była trudna, ten odprysk widoczny na zdjęciu był dodatkowo pęknięty wzdłuż. W każdym razie rokowanie jest dobre, z tym, że koteczek to trudny pacjent  -  już kilka razy zdjął sobie opatrunek, awanturuje się w klatce, chce na rączki i już. Jutro  -  wtorek  -  muszę go zabrać z lecznicy, czekam na potwierdzenie z potencjalnego dt, że go przyjmie. Jeśli nie  -  to mamy problem…
Wtorek  -  na maila nie mam odpowiedzi, dziś go ponowiłam, ale jakoś dobrych przeczuć nie mam… Nie wiem, co z kociakiem, nie mamy go gdzie zabrać, to kilka tygodni leczenia + nie wiadomo ile na szukanie domu. Na szpitalik czy hotelik kasy nie mamy, jak na razie na zapłacenie za operację też nie…  Ponoć człowiek się uczy całe życie, ale nie wiem, czy nauczę się w kolejnej takiej sytuacji odesłać z kwitkiem…
Na razie mam zdjęcia  -  koleżanka przypadkowo była w lecznicy, wysłała mi mmsa  -  „widziałam Twojego połamańa, suuuperowy jest, słodziak i bardzo się domaga na rączki” i te fotki:

 

 

 

 

A poza tym? Normalka, ciągle coś. Koleżance udało się namówić znajomych warsztatowców na sterylkę kotki, zrobiła dr Ania, sfinansował Azyl, bardzo dziękujemy. A moja ukochana Pusiunia musiała mieć usunięte ząbki  -  wszystkie kiełki i parę innych. Sfinansowałam ja  -  bardzo dziękuję dr Ani za świetnie zrobiony zabieg, Pusiunia dziś jak nowa  -  moja biedna bezzębna kocia paszcza.
W lecznicy widziałam Altówkę  -  podłączona do kroplówki, nadal nie je…

16.11.2014

Na razie wiadomości z lecznicy nie ma, zadzwonię tam, może podjadę wieczorem  -  jak będę w  stanie  -  muszę odwiedzić b. chorą i b.bliską osobę….
Żeby nie było kompletnej ciszy  -  fotki kiciusia słodziaka zrobione przez panią, która go znalazła.

 

 

 

 

 

 

 

 

12.11.2014 

Jedna historia przechodzi w drugą.  Właściwie trudno je rozgraniczyć, chyba tylko imionami kotów. Chociaż ich losy też się dziwnie przeplatają….
Jak wyglądał mój „wolny” długi listopadowy weekend, pisałam w opowiadanku o Arelanie, kto ciekawy i cierpliwy, niech zajrzy. Nie napisałam tam o telefonie – pani z Teofilowa znalazła kociaka z połamana łapką, była z nim w pobliskiej lecznicy, łapkę usztywniono, ale lekarz powiedział, że potrzebna jest operacja, i inaczej łapka źle się zrośnie i będzie krótsza. Wg dzwoniącej pani kociak norweski leśny, ma futro w uszkach i dłuższą sierść na brzuszku, 3-4 miesiące. Norweski nie norweski, potrzebuje pomocy, chociażby pełnej diagnozy – nie miał robionego rtg. Umówiłam się z panią, że podrzuci go do Sowy, tam prześwietlą i zobaczymy, co dalej. No i zobaczyliśmy przemieszczenie, odprysk łapka spuchnięta, nieładne złamanie w łokietku, kostny…Trudne do zoperowania, bez gwarancji powodzenia – to wiadomość od rentgenologa. Pechowo najlepszy chirurg lecznicy jest na urlopie, wraca 14go, a z uwagi na trudność operacji z nim trzeba rozmawiać….. Czyli na razie pat.
Z jednej strony z operacją chyba trzeba i tak chwilę poczekać, aż obrzęk ustąpi, z drugiej szkoda czasu na bezczynne czekanie. Więc jutro konsultujemy zdjęcia z dwoma dobrymi chirurgami, i zobaczymy. Kociak na czas leczenia będzie miał dom tymczasowy u pani, która go znalazła.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Niestety na pewno będziemy Was prosić o pomoc finansową w leczeniu, a potem o pomoc w szukaniu domu, ale to za chwilę – poczekajmy na diagnozę, program leczenia i prognozowane koszty. Poznałam malucha i zrobiłam mu zdjęcie odbierając z lecznicy Pirata z Motylowej (vide stosowne opowiadanko) i odwożąc go do domu tymczasowego. Norwega nie dopatrzyłam się w małym połamańcu, nie znam się – no, może trochę nietypową ma buzię, nie okrąglutką, a wyraźnie zarysowaną i „lwią” – na zdjęciach słabo widać… W każdym razie będzie z niego piękny kot.

11.11.2014

Arelan cd  -  czyli dlaczego nie piszę

 

 

 

 

 

 

 

Na czym to skończyliśmy? Chyba na kociakach z mamą w lecznicy.
No więc długi weekend 8-11 listopad 2014. Czuje się pod psem, na poniedziałek wzięłam urlop, trochę posprzątam, może przejrzę szafy, może popiszę i oblicze zaległe akcje. No i w końcu cztery dni wolne, poleżą sobie, zaduszę to ciągnące się przeziębienie. Sobota  -  musieliśmy pracować, pilne zlecenie, malutkie wg zleceniodawcy, liczyliśmy, że zrobimy w 3 godziny. Akurat. Projekt remontu okazał się jak zwykle niepełny i niedokładny, trzeba było jechać pooglądać obiekt w naturze. Zaczęliśmy o 9tej, skończyliśmy po 17tej, jedno dobre, że syn kolegi umył i posprzątał mi samochód, nie musiałam tracić czasu na myjnię. W domu tradycyjnie, kuwety, żwirek, pogłaskać koty, pranie nastawić, i trochę odpocząć trzeba.  A potem już noc.

Niedziela  -  trzeba z lecznicy na Chojnach odebrać kotkę, wypuścić ją w Arelanie na Rzgowskiej, potem karmicielki z cmentarza na Lodowej wymusiły na mnie pomoc w łapance, wg nich im nic się nie łapie, a przy mnie koty krokiem marszowym wchodzą do klatek. Plan  -  lecznica koło południa, cmentarz 14-16, przedtem i potem spokój, może popiszę w końcu.

 

 

 

 

 

 

  Realizacja  -  rankiem zaczęłam pisać o jednym takim rudym, zadzwoniła koleżanka, jakieś kosztorysy miała do sprawdzenia, wspólnoto blok ociepla, dość pilne to, no to wyszłam z domu wcześniej i podjechałam po te papiery. Potem lecznica zgodnie z planem, popstrykałyśmy z lekarką kociaki, kotka dostała profender i na zatrzymanie laktacji, pojechałam do Arelanu  -   a tam czekała jedna jedyna ostatnia upragniona czarna kotka. No to klatka, może się skusi, po pół godzinie odpuściłam  -  niegłodna była…

 

 

 

 

 

   Może poczekałabym jeszcze, ale zadzwoniła pani z Retkini, że ma bardzo chorą dziką niełapalną kotkę zamknięta w przestrzeni pod balkonem, że trzeba ją złapać i leczyć. Leczenie obejdzie się beze mnie, tylko to złapanie…. Zgrzyt zębów, kurs na Retkinię, na szczęście kotka faktycznie była zamknięta, bo bałam się, że umknie jakąś dziurą zanim dojadę. Zadziwiająco łatwo dała się wepchnąć do kontenera, normalnie jest bardzo dzika  -  znaczy naprawdę źle z nią.

Na cmentarz spóźniłam się tylko trochę, za to siedziałyśmy tam do zamknięcia  -  do 17tej. Koty wypasione, sztuk 3, miejsc karmienia 3x tyle. Wszystkie przy głównych alejkach  -  więc defilady ludzi, zainteresowanie, oglądanie klatki z bliska. Nic oprócz wilka od siedzenia na zimnej ławce nie złapałam… Panie karmicielki poprosiły o pożyczenia łapki, bo one mają swoją ale dużą i niewygodną, w nią się koty nie łapią.

 

 

 

 

 

 

 Ok, klatka na zamianę. Więc kurs z jedną z pań do jej domu po klatkę  -  idealnie dziewiczą. Chyba wiem, dlaczego koty z cmentarza się nie łapały  -  za daleko im było dojść do tej klatki… Przy okazji dowidziałam się, że mieszkająca w sąsiednim bloku znana mi p.Krysia marzy, bym odwiedziła jej piwnicę, bo tam już pięć kotów jest, rozmnożyły się, a ona życzy sobie, bym ja i tylko ja je złapała. Wracając do domu zadzwoniłam do p.Krysi sugerując jej współpracę z pozostałymi paniami  -  wszystkie się znają, mieszkają w przylegających niemal blokach. Nie mam możliwości latać i łapać po całej Łodzi.  Jeszcze Sowa  -  wizyta u Pirata.

I jeszcze kurs do sklepu  -  skończyły się kocie puszki, stadko rano rozpaczliwie umiera z głodu obok michy z suchym. W domu byłam grubo po 20tej…
Dziś, czyli poniedziałek  -  wyłączone budziki, śpię, Akurat. Najpierw sms, potem telefon  -  złapała się czarna, trzeba by do lecznicy….  Lecznica od 10tej, chwila czasu jest, popisałam dalej o rudym. Potem Arelan  -  kotkę złapał wieczorem młody ochroniarz, po prostu zniecierpliwiony wepchnął ją do klatki. Czekała na mnie w klatce owiniętej workiem i przygniecionej skrzynką z kwiatami. Do kontenera, i do lecznicy talonowej  -  odbiła się od drzwi, nie tylko ja wzięłam wolne. Więc do Tesco, po drodze do siebie po rudego  -  miałam go pokazać lekarce. Sprawdzamy, czy nie karmi  -  bo jakieś takie pogłoski usłyszałam. Nie karmi, ale i tak Basia i Ewa będą jutro rano szukać kociaków.

Potem rudy do domu, a ja odwiedzić mamę, potem połamana ciocię, kupić jej nie-białe storczyki  -  prosiła, a wiecie, ze z tym problem? Potem w końcu do powypadkowego Wiewióra porobić mu w końcu zdjęcia i zostawić opiekunce klatkę, bo chce coś złapać, potem do domu  -  i do komputera, sprawdzać te kosztorysy, zgrać o obrobić zdjęcia, wysłać je osobom zainteresowanym, i pisać.

 

 

 

 

 

 

 

 

 Generalnie pisanie nie sprawia mi trudności, znaczy siadam i piszę, ale czasu to trochę wymaga  -  poprzypominać sobie jakieś daty, jeśli odrabiam zaległości, wybrać zdjęcia, sprawdzić, co wcześniej napisałam, żeby za bardzo się nie powtarzać …

A, jeszcze przed 19tą do lecznicy odebrać kotkę i zawieźć ją do Arelanu, tam ją przetrzymają posterylkowo, lecznica jutro nieczynna. Po drodze odwieźć kosztorysy z opinią. Jutro Basia i Ewa tam będą rozglądać się za kociakami czarnej, to mój kontenerem zabiorą.
Skończyłam, powklejałam zdjęcia.
Jeszcze powysyłać  zdjęcia i ten tekst do zainteresowanych. Jest poniedziałek godz.23.25.
Do zrobienia  -  powkładać zdjęcia we właściwe katalogi, napisać cd Wiewióra, zrobić ogłoszenia Wiewióra i maluszków z Arelanu.
Jutro pracuję  -  znów coś pilnego.
I koniec leniwego weekendu.
I może dlatego nie piszę…

Świetne dziewczyny szukają domu!!

Dwie  urocze suki szukają domu: Tequila ma około 3 lat, jest bardzo kontaktowa i milusińska, Sonia ma około 1, 5 roku jest żywiołowa i kocha przytulanie. Dziewczyny są bardzo żywiołowe i kontaktowe, wychowywały się z innymi psami oraz dziećmi.Z uwagi na trudną sytuację rodzinną i zdrowotną właścicieli szukają domu.Wymagają nieco pracy jeśli chodzi o zachowanie na spacerze i umiejętność chodzenia na smyczy.

Kontakt: tel: 530360673

Sonia ma dom.

Pirat

09.12.2014

Myślałam, że to koniec opowiadanka – niestety nie. Ania znalazła w końcu karmicielkę srebrnej kotki – i jej trzech kolejnych kociaków, jeden to kopia Pirata, drugi – kopia mamy, trzeci – pingwinek. Czyli najprawdopodobniej Pirat i jego brat to dzieciaki tej srebrnej z okresu jesień 2012 – wiosna 2013. Podsumowując – srebrna kotka, której nie pozwolono złapać i wysterylizować, urodziła kocięta, z których przeżyło siedem – Pirat i brat, Srebrne Motylki i te trzy właśnie wykryte.
Koszt sterylizacji srebrnej – to max 150-200zł.
Koszty bezmyślności karmicieli – prawie 800zł:
- leczenie i kastracja Pirata i brata – 350 + 66 + 66zł
- leczenie, odrobaczenie i szczepienie Srebrnych Motylków w 2013 – jakieś 150zł
- odrobaczenia i szczepienie aktualnych potomków srebrnej – ca 150zł.
- jedzenie i żwirek, paliwo na dojazdy, czas i nerwy na to wszystko – trudno wycenić
Komentarz chyba zbędny.
I chyba naprawdę zakończenie – przynajmniej na jakiś czas. Bo mam już chyba komplet informacji – ostatnie kociaki to dymna kotka, srebrny i pingwinek.
Srebrna kotka wyniosła się od wspomnianej wcześniej pani, która ją miała karmić – pani po prostu przestała to robić. Zaczęła odwiedzać balkon, a potem zaglądać do mieszkania starszych Państwa – przez poprzednią karmicielkę poinformowanych, że dostaje tabletki antykoncepcyjne. Ku wielkiemu zdziwieniu starszych Państwa -  przecież informowano ich, że dostaje tabletki – urodziła za kanapą trzy kociaki – i już nie chciała wyprowadzić się z mieszkania. Oswoiła się zupełnie. Ania znalazła tę kocią rodzinkę, porobiła zdjęcia już sporym, bo 4-miesięcznym kociakom, właśnie ostatniego udało się wyadoptować.

 

 

 

 

Starsi Państwo zgodzili się zatrzymać Srebrną Kotkę – pod warunkiem, że nie będzie więcej kociąt – bardzo się do niej przywiązali. Więc Ania kotkę wysterylizowała – oto dowód:

 

 

 

 

Ania od czasu do czasu podkarmia tam koty – bardziej po to, by je obserwować, niż z potrzeby, bo koty kształtem zbliżają się go kul. Sportretowała Pirata – już przytył,za parę tygodni od braciszka będzie różnił się tylko zamglonym oczkiem.

 

 

 

 

 

Pozostały tam dwie sprawy – upewnić się, czy biała kotka jest wysterylizowana, i wykastrować Piratowego braciszka. Kastrację odkładamy do wiosny, już trochę zimno. Wiem, że Ania tego dopilnuje – a ja zawiadomię Was dopiskiem w komentarzach. Pozostałe z Waszych wpłat 113,30zł przeznaczymy na leczenie innych kotów.
Wszystkim czytającym dziękuję za cierpliwość -i zapraszam do lektury innych opowiadanek.

25.11.2014

Pierwsza część obietnicy Ani dotrzymana – zdjęcia z dzisiejszego (wtorek 2014.11.25)poranka. Nieostre, ale co trzeba, to widać. Ostrożny Pirat przy stołówce – widać na łapce łysinkę po wenflonie, pingwinka wycięta przez mnie w czerwcu 2012 i białobura, której nie pozwolono mi złapać. Bywa też w okolicy srebrna kotka, ale Ania jej nie widziała..

 

 

 

 

Chwila wspomnień – tytułem wyjaśnienia moich niemiłych wspomnień z Motylowej – w czerwcu 2012 proszono mnie o pomoc dla trzech chorych maluszków z Jesionowej – karmili je i chyba piątkę dorosłych kotów starsi ludzie prowadzący w piwnicy magiel – okienko wychodziło na zamknięty ogródek, do którego zejść można było tylko przez balkony parteru. Musiałam się mocno nagimnastykować i naprosić, by wejść do ogródka… Dorosłe koty z ogródka udało się posterylizować i pokastrować, maluszki złapać, uratować im oczy i znaleźć domy – dzięki koleżance ze sklepu zoologicznego, a potem nikt już nie dzwonił, mam nadzieję, że nie pojawiły się nowe koty.
Kręcąc się po okolicy wypatrzyłam przy Motylowej kolejne trzy maluszki i ze cztery- pięć dorosłych kotów, próbowałam je połapać, udało się tylko jedną kotkę – pigwinkę i to w tajemnicy – część karmicieli godziła się na sterylki, ale nie aż tak, by pomóc łapać albo przekonać pozostałych – więc obok klatki z przynętą spadały z okien pięter kawałki wędliny…

 

 

 

 

Kociaków też nie mogłam zabrać, bo takie śliczne na trawniku… Co się z nimi stało? Nie wiem….. Pirat i jego brat to nie są kociaki, które pamiętam z trawnika. W październiku 2013 trafiły do nas dwa chore srebrne kociaki (Srebrne Motylki) od pani karmiącej wolnożyjącą kotkę na balkonie – mam zdjęcie tej srebrnej kotki z czerwca 2012, kiedy to też nie pozowano jej złapać… Ile kociaków w tym czasie
urodziła? Gdzie są?

 

 

 

 

Jednego z kociaków po wyleczeniu ta pani zaadoptowała, drugi też znalazł dom.Kotka miała zostać wysterylizowana – ale właśnie dowiedziałam się, że pani nie dotrzymała obietnicy, nawet już tej kotki nie karmi. Znów Ania i Lucynka…. .Właściwie jest to całkiem typowa sytuacja – tak jak przypadek Pirata – o jego chorobie karmiciele widzieli, próbowali leczyć, widzieli, że bez skutku, mój telefon mieli (zawsze zostawiam) – i pewnie pamiętają tamte łapanki – niektórzy w protesty włożyli bardzo wiele głośnych emocji… Ania zauważyła Pirata przypadkowo, nie mieszka tam. Ale jak zwykle – co oni (karmiciele) mogli zrobić? Może kotu samo przejdzie?
Ech…..
Optymistyczne jest tylko to, że tym razem nikt nie protestuje przeciwko kastracji Piratowego brata. Może jakieś wnioski wyciągnięte – ale czy na pewno? Mało tego optymizmu… Bo karmiciele sami nie wycięli ani jednego kota, nie poprosili o pomoc…

21.11.2014

Długo nie pisałam  – zajęta innymi sprawami, przepraszam. Pirat wykastrowany  wrócił pod blok – chyba tam będzie najszczęśliwszy. Jest tam kilka kocich budek – jedna czteropokojowa ustawiona przez administrację, druga trochę psia – przy stołówce i dwie styropianowe pod balkonami.

 

 

 

Ania ustawi jeszcze jedną, bo wyliczyła, że kotów pięć, a budki cztery. Poza tym okazało się, że karmicielki próbowały leczyć kota – z pobliskiej lecznicy dostały leki, podawały mu – to nie pomogło, kot wymagał po prostu intensywnego leczenia w szpitaliku. Są tam jeszcze trzy tłuste kocice – wysterylizowane – Ania postara się zrobić im zdjęcia. Nie wykastrowany jest tylko braciszek Pirata, ale Ania o to zadba. Odwiozłam go w niedzielę, przekazałam w ręce komitetu powitalnego złożonego z Ani, p.Władzi i i Piratowego brata. Braciszek nakładł Piratowi po głowie – pewnie ze długa nieobecność, i udał się na posiłek powitalny. Ania i p.Władzia z druga częścią posiłku pogalopowały za Piratem.

 

 

 

 Mam nadzieję, że przy kolejnym chorym kocie karmicielki będą wiedziały, gdzie i jak i gdzie szukać pomocy, zresztą Ania jest tam co najmniej raz na tydzień, więc też będzie obserwować. Bądź szczęśliwy, Piraciku.
I sprawy formalne – na Piracika dostaliśmy od Was 530zł. Bardzo dziękujemy – zdajemy sobie sprawę, że bez leczenia Piracik nie miałby szans, że dzięki Waszej pomocy żyje.

Faktura ze leczenie i hospitalizację – 350,70zł, faktura za kastrację – 66zł, razem koszty 416,70zł, zostaje 113,30zł. Czy możemy tę kwotę przeznaczyć na częściowe sfinansowanie operacji złamanej łapki Bazyli? To półroczna czarna koteczka z Radogoszcza, zaraz o niej napiszę….

21.11.2014

Przedwczoraj (środa) rozmawiałam z Panią dt Pirata – kocurek śmierdzi. Z tego, co zrozumiałam, śmierdzi kocurem – widocznie podjadł, odżył i ruszyły kocurze hormony. I bałagani w klatce strasznie. Planowany na weekend pobyt w lecznicy – badania  krwi i ew.kastracja – przesuwany, wczoraj wieczorem po niego pojechałam i do lecznicy w celu ww.  „Zapach” faktycznie wyraźnie kocurzy, może jeszcze nie tragiczny, ale mocno dający się we znaki, w klatce sajgon. W nerwach nie zrobiłam zdjęcia klatki, za to kilka w lecznicy – żeby Wam pokazać, jaki grzeczny to kotek. Dał się sfotografować w
kontenerku, potem pozwolił wyczyścić uszka, sfotografować ładne ząbki (dość młody jest) i to, co zaraz straci.

 

 

 

 

Czekam na telefon z lecznicy, kiedy będzie po badaniach – i jeśli wyniki będą ok – po kastracji do odbioru, i wraca do Pani dt. Z tym, że nie na długo – musi znaleźć nowy dom albo wraca pod blok…

17.11.2014

Z Panią dt Pirata rozmawiałam w piątek, a dopiero teraz (niedziela wieczór) mam czas napisać….
Bo trzeba było coś wymyśleć na weekend dla nerkowej Altówki, zawieść, podawać jej kroplówki.
Jw. tylko bez kroplówek dla białego Śnieżka.
Napisać o nich, podrzucić klatkę do Arelanu, no i trochę zająć się swoimi sprawami  -  w końcu i swoje koty mam, i mieszkanie do ogarnięcia i rodzinę żądającą kontaktu i zainteresowania…. Miała też w końcu napisać o Ossowskiego  -  historia Laurence,a zawisła w powietrzu, nie zdążyłam..
W każdym razie Piracik raczył jeść. Nie jakieś kocie paskudztwa, a serek, makrelkę, kiełbaskę  -  towarzysząc Pani w posiłkach. Dobrze, że w klatce siedzi, bo pewnie chciałby przy stole lub z jednego talerza…  Pani go głaszcze, kocisko wywala brzuszek.
I niezmiennie robi bałagan w klatce i okolicy.
Zdjęć nie mam…
Pewnie koło weekendu Kocurek trafi do lecznicy  -  badanie krwi + kastracja.
Może jest jakiś domek dla niego? To naprawdę bardzo łady i miły kocurek..

12.11.2014

Wpłaty na Pirata:
Przelewy
Jan M. M. Łódź – 100zł
Marzena W. Łódź – 100zł
Liliana B. P. Łódź – 100zł
Pieniążki zebrane przez Anię
Pani Prof. Maria S. UŁ – 100zł
Pani Ela z UŁ – 20zł
Pani Prof. Maria G. UŁ – 60zł.
Pani Małgorzata R-M. z UŁ – 50zł

2014-11-10 – kreatynina 1,24, mocznik 38. Chyba ideał?
2014-11-11 – Pirat… no cóż, pojechał do dt na rekonwalescencję. Na szczęście  wenflon wyjęty, leki skończone, teraz trzeba się odżywić, wypocząć, powylegiwać w ciepełku, wypucować futerko, przełamać resztki lęku przed ludźmi, nauczyć się mruczeć, tuptać i barankować. Tych resztek za wiele do przełamywania chyba nie ma, w przeciwnym razie Pirat pewnie jakoś broniłby się przed dotykaniem, braniem na ręce itp, a tego nie robi – tylko trochę się odpycha – to kot wyjątkowo łagodny. Już zaczyna być widoczna jego uroda- dymne mięciutkie futerko, szczupły pyszczek, wielkie oczy. No i wystający czubeczek różowego ozorka -  brakuje trochę malutkich ząbeczków, i tak już zostanie.
Plany są następujące
- tak pod dwa tygodnie spokoju, potem znów lecznica, badanie krwi i jeśli wyniki będą ok, kastracja. I intensywne szukanie domu – można je w zasadzie już powoli zaczynać.
Fotki dwie – zdezorientowany Pirat spakowany do drogi i zdezorientowany Pirat w nowy locum.

Razem z Panią dt podjechałyśmy do lecznicy, Pani doświadczona w psich biedach, o kotach wie stosunkowo niewiele, pilnie o wszystko wypytywała – bardzo przejęta losem Piracika. Bardzo ciekawie i ciepło opowiadała o swoich psach oraz o kotach swojej sąsiadki i swojego znajomego, którzy w razie potrzeby będą służyli jej radą. Opowiadanko o kocie sąsiadki warte spisania – kot wchodził do mieszkania przez balkon, otwierał szafki i zabierał ze sobą czapki, rękawiczki – w prezencie dla swojej pani. Oto prawdziwa kocia miłość – zaryzykuje spacer po parapecie, zaryzykuje kradzież. Razem wypakowałyśmy oprzyrządowanie Piracika, zmontowałyśmy i umeblowałyśmy klatkę i porzuciłam Panią na pastwę kota…. Pani niestety mieszka daleko od mnie, nie ma Internetu, i nie będzie aktualnych zdjęć, jeśli tam nie pojadę przez rozkopaną Łódź… No nic, spróbuję… szczególnie że mam zaproszenia na herbatę, a Pani bardzo miła, więc z przyjemnością skorzystam.  O Piraciku na razie tyle.
Może jeszcze dam radę coś wyskrobać o Wiewiórze.
I o nowym małym połamańcu….

07.11.2014

Aktualne wpłaty na Pirata:

Jan M. M. Łódź  -  100zł
Marzena W. Łódź  -  100zł
Pani Prof. Maria S. UŁ   -  100zł

Jak już pisałam  -  najpilniejszy teraz jest dom dla niego na najbliższe dwa tygodnie na doleczenie i przygotowanie do kastracji…..
Bardzo prosimy…..
Teraz jeszcze siedzi sobie w lecznicy  -  z dużym zainteresowaniem łypie na opiekunów podczas karmienia, licząc na smaczne kąski  -  to bardzo dobrze, że ma apetyt. Uszka po czyszczeniu, ropy już nie ma, jest jeszcze trochę wydzieliny i przez jakiś czas potrzebne będzie czyszczenie i pakowanie maści. Wenflon zmieniony, dziś kończy jeden antybiotyk, jutro przewiduje się kolejne badania krwi, i zależnie od ich wyniku będzie kontynuowany lub nie. Drugi antybiotyk musi być podawany dożylnie jeszcze przez tydzień. Oba dożylnie przez wenflon. Zdjęć nowych nie mam  -  nie nadążam… Z pracy wychodzę ok.19tej, do domu docieram na 21szą  -  bo jakieś zakupy, coś załatwić, dziś np. muszę kupić kartę pamięci i podrzucić karmicielce aparat foto, bo jej się zepsuł, a ja mam awaryjny, ale bez karty… A kociaki trzeba pilnie focić i ogłaszać, bo rosną szybko… W domu kocie stadko obrobić, i naprawdę nie daję rady codziennie Pirata odwiedzać… Nawet zadzwonić do lecznicy nie bardzo jest kiedy, bo dodzwonić się trudno .…   Miałam pytania dotyczące zapisów na badaniach krwi, więc wyjaśniam  -  data podawana jest w kolejności miesiąc – dzień – rok, a w laboratorium nie zawsze zmienia słówko „dog” na „cat”  -  proszę się tym nie przejmować.

Wracając do potrzeb Pirata  -  dom tymczasowy, a jeszcze lepiej stały. W perspektywie  optymistycznej tydzień-dwa leczenia  -  antybiotyk przez wenflon + czyszczenie i smarowanie uszek, potem kastracja.

06.11.2014

Wczorajsza wizyta – bo tak jak przewidziałam, lecznica prosiła o zabranie kota – niestety muszą mieć miejsce dla zwierzaków w gorszym stanie…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ten drugi antybiotyk podawany Piratowi.  to – klindamycyna, oba podawane dożylnie.  Uzgodniłam przetrzymanie go do weekendu tylko dlatego, że sobota-niedziela będzie miał robioną biochemię, i po badaniu trzeba go zabrać…Nadal jest łagodny, podobno zaczął próbować jeść suchą karmę. Załatwia się do kuwety. Daje brać na ręce, choć trochę się boi – pewnie czyszczenia uszu i zabiegów medycznych. Wczorajsze wyniki – leukocyty mocno spadły, co znaczy o wygasaniu stanu zapalnego, stwierdzono lekką niedokrwistość -pewnie związaną z podwyższona kreatyniną, ma włączone dodatkowe leki.

Najpilniejszy teraz jest dom dla niego na najbliższe dwa tygodnie na doleczenie i przygotowanie do kastracji – może być w klatce, nawet lepiej, bo jeszcze przez kilka dni leki ma podawane dożylnie.  Ważne – on jest niewykastrowany, ale nie śmierdzi kocurem, więc nie „uperfumuje”
mieszkania.
Bardzo prosimy…..

05.11.2014

Wpłaty na Pirata – bardzo, bardzo dziękujemy

Jan M.M Łódź – 100zł
Marzena W.Łódź – 100zł

Zdjęcia są z poniedziałku, nie miałam czasu podjechać, ale z lecznicy mam codzienne informacje. Kot spokojny, łagodny, nie stwarza problemów z obsługą, wszystkie zabiegi przyjmuje cierpliwie i ze zrozumieniem. Nadal jest na antybiotykach dożylnych, ten ceftriaxon i jeszcze coś, czego nazwy nie zapamiętałam. Je mokre, bez szczególnego entuzjazmu ale „samodzielnie pobiera pokarm” – tak się to wpisuje w kartę szpitalną, ładne, nie? Zawiozłyśmy tam z Anią trochę różnych małych saszetek i puszeczek, by mógł sobie
coś wybrać, by jadł cokolwiek. No i dziś ma mieć kontrolne badania krwi – jeśli wyniki się poprawiły to poproszą, by go zabrać ze szpitalika na dalsze leczenie domowe – i tu zaczyna się problem, bo nie ma gdzie….Wykastrować go jeszcze nie można, dopiero za jakiś tydzień – dziesięć dni można o tym myśleć. No i tu widać clou każdorazowego mojego dylematu przy haśle chory wolnożyjący
kot. Złapać, podleczyć- w zasadzie nie ma problemu, tylko co dalej? Gdzie doleczyć? Nawet jeśli znajdą się pieniądze na przetrzymanie 2 tygodnie w szpitaliku, to co dalej? Rozhartowanego wypuścić z powrotem na ulicę? Niby można by
powalczyć o ulokowanie w schronisku, ale ….
W każdym razie bardzo pilnie szukamy mu:
a) miejsca na najbliższe powiedzmy 2 tygodnie – doleczenie, rekonwalescencja,
potem kastracja
b) domu stałego

Pirat z Motylowej

Motylowa… obok Jesionowa… dwie prostopadłe malutkie uliczki na Radogoszczu Zachodzie, które wspominam niestety dość niemiło… Wyjaśnienie potem, na razie to, co najważniejsze – prośba o pomoc dla Pirata.
Kilka dni temu taka jedna Ania poprosiła o pożyczenie klatki stacjonarnej, bo przy Motylowej jest bardzo chory kot, trzeba go złapać i spróbować wyleczyć, w każdym razie nie zostawiać samego sobie. Ania to z tych, co przez kilkanaście nocy potrafi czatować na kota, do skutku – nie odpuści. Ok, podrzucę klatkę w sobotę – 31.10.2014. Od rana cmentarze, potem szybka wizyta u chorej koleżanki w szpitalu, potem rodzinny obiad. Po obiedzie dzwonię, że jadę z klatką, słyszę zadyszany głos Ani – mamy go, to chyba on!!! On, bo strasznie głośno oddycha i strasznie śmierdzi ropą!!!  Ania „po prostu” po raz kolejny poleciała na sąsiednie osiedle – wcześniej pół dnia łaziła z karmicielką za kotem, kot bardzo słaby, poruszał się powoli, ale złapać nie dawał. No więc poleciała znów, zakradła się pod budkę, usłyszała ze środka świszczący oddech, zatkała wejście czym się dało, dała się podrapać, bo kot chciał jednak wyjść, zadzwoniła po Elę, ta przybiegła z kocem i sznurkami, zawinęły budkę i przytargały ją do Aninej piwnicy – złapałam je w drodze. W piwnicy przepchnęłyśmy kota do klatki (do kontenera nie było jak) i widząc go zdecydowałyśmy, że do poniedziałku to on się udusi – do poniedziałku, bo Ania miała obiecane prawie darmowe leczenie w lecznicy, nieczynnej niestety w weekendy. Pojechałyśmy do
całodobowej Sowy – kot ułożył się w kontenerze i chyba zasnął – w ogóle oprócz chwilowego wieszania się na suficie klatki bardzo spokojny. W lecznicy też cierpliwie poddawał się wszystkim zabiegom – albo tak słaby i zrezygnowany, że nie miał siły się bronić, albo oswojony…

 

 

 

 

 

 

 

Ogólnie – czarno-dymny, pewnie ładny, choć nie teraz…. Z białą plamą na jednym  oku, stanem zapalnym w pysku, potworną ropą w uchu, gilem.. I nie wykastrowany.
Mocno odwodniony. Waga – 2,8kg, niby nie tragicznie, ale to całkiem spory kot i spokojnie mógłby ważyć z 5kg….. Wiek – chyba dość młody, kiełki ładne i czyste, jajeczny a nie śmierdzący kocurem,
główka też mała, kocurzych pufek brak – wg mnie może dwa lata, może nawet nie… Lekarka wyczyściła mu uszy na ile się dało, w prawym „tylko” świerzbowiec, za to wyjątkowo dobrze rozwinięty, lewe w trakcie czyszczenia ciągle wypełniało się ropą – lekarka nie chciała dłubać za głęboko, obawiała się perforacji…Kot spokojnie pozwolił sobie pobrać krew – ciężko szło, bo odwodniony, ale trzeba
było sprawdzić morfologię i biochemię – jeśli miałby uszkodzone nerki – wiadomo, leczenie nie ma wielkiego sensu…

 

 

 

 

 

 

 

Założono mu wenflon, podłączono do kroplówki. Został w szpitaliku. Późno wieczorem były wyniki – podaję z pamięci najważniejsze – mocznik 130, kreatynina 2,3, któryś wątrobowy ponad 80, leukocyty – 50tys. Jeżeli leczyć, to solidniejsze antybiotyki – czyli te droższe. Jasne, że bez gwarancji, czy nie rozwinie się  np posocznica od tego ucha… Na razie tyle.. Dziś wieczorem będę w lecznicy, wkleję wyniki, dowiem się więcej. Na razie proszę Was o pomoc finansową – naprawdę staram się nie robić tego często,
co możemy, płacimy sami, ale nie wystarcza….

Czyli – jeśli ktoś może i pomoże – to prosimy bardzo i bardzo będziemy wdzięczni -
na Pirata na konto FFA Łódź 71 1020 2313 0000 3802 0442 4040.
A jeśli ktoś zechce ofiarować kocurkowi dom / opiekę – prosimy o wiadomość. Niedziela wieczór – byłam w lecznicy, kot na ceftraixonie i kroplówkach, podobno sam trochę je. W uchu nadal nie wiadomo co, wysmarowane maścią, z zajrzeniem trzeba czekać do ustąpienia ropy…

 Niechciany niebieski

Na początku czerwca 2014 kupowałam kocie saszetki w Lidlu  -  obok mnie nad kocimi karmami zastanawiał się jakiś pan, chwilę pogadaliśmy. Nazwijmy tego pana panem A. Panu A dwa tygodnie wcześniej w centrum miasta wsiadł do samochodu niebieski kot. Wg weta ma ok.7 mcy, rasa  -  niebieski rosyjski, znaczy w typie, bo chipa i tatuażu brak. Kot jest u matki pana, starszej i schorowanej, raz już wyskoczył przez okno. Kochany kotek, ale…. Coś tam doradziłam o karmie, nacisnęłam mocno o kastrację, może pod koniec miesiąca, po wypłacie.  Podałam kontakty do dobrych lecznic, na wszelki wypadek swój telefon.
I jak zwykle, myśleć zaczęłam z opóźnieniem.
I wymyśliłam, że jakiś czas temu widziałam ogłoszenie o zaginionym niebieskim.  Pogrzebałam w notatkach  -  pod koniec marca 5-ciomiesięczny niebieski rosyjski w czerwonych szeleczkach wyskoczył z okna  -  Piotrkowska / 6go Sierpnia. Zadzwoniłam  -  kot się nie znalazł, pan (nazwijmy go panem B) nadal go szuka, tęskni, oferuje nagrodę.  Wysokość tej nagrody lekko mnie zszokowała  -  widać było, że panu naprawdę na kocie zależy. Podobno z rodowodem  -  ale nie bardzo zrozumiałam, dlaczego bez chipa czy tatuażu.
Powiedziałam o kocie znalezionym przez pana A, zadzwoniłam do pana A z prośbą o zgodę na skontaktowanie go z panem B i z informacją o nagrodzie. Od pana B dostałam zdjęcia zaginionego kociaka  -  na zdjęciach miał 3mce. Niestety nie mogę tych zdjęć pokazać  -  nie poprosiłam pana B o zgodę.
Jeszcze dzwonili do mnie obaj panowie, wymienili się zdjęciami, pan B stwierdził, że to niestety nie jego kot, więc pana A poprosiłam, by  -  jeśli nie będzie mógł zatrzymać kotka  -  dał mi znać, razem poszukamy dobrego domu.
I zapomniałam o sprawie.

Pod koniec czerwca sprawa sama o sobie przypomniała  -  w sytuacji pana A i jego mamy zaszły zmiany wymagające natychmiastowego usunięcia kota. Na szybko pojechał na kastrację, Panie Wetki w lecznicy zachwycone urodą i charakterem stworka zgodziły się przetrzymać go kilka dni, a w rezultacie same znalazły mu dom  -  oszczędzając mi pracy przy ogłoszeniach i odpowiedziach na męczące maile, które zawsze się pojawiają przy pięknych kotach (pisałam wielokrotnie, dlaczego nie lubię wyadoptowywać pięknych kotów).

I już wiem, że piękniś pojechał do własnego domu  -  i mam nadzieje, że będzie tam żył długo i szczęśliwie  -  może w towarzystwie innego kota?
Bardzo dziękuję Paniom z lecznicy Podaj Łapę za pomoc.  

Kolejne wieści od Justyny  -  pewnie już je znacie, ale dla porządku. Przy okazji wiadomość o podrzuconej  -  pewnie wywalonej z samochodu małej suni  -  w ferworze akcji „chart” kompletnie mi umknęła..  Ona też będzie bardzo potrzebować domu….  Taka psinka na wsi jest kompletnie niepotrzebna…
Nie wiem nic więcej  -  nie mam zdjęć psinki. Ale, jak przestanie się tak strasznie bać i Justyna będzie mogła ją łapać  -  poproszę Was o pomoc.
Przepraszam, że nie podaję kontaktu do Justyny  -  ale chciałabym ją uchronić od “dobrych rad” typu zadzwoń na policję i propozycji rozwiązań siłowych  -  ja chyba odporniejsza jestem

Jeszcze raz pozdrawiam i zapraszam na naszego bloga http://domowepiwniczne.blogspot.com/
szczególnie polecając wypowiedzi Mamrotka :) ) i oczywiście zwierzaki szukające domów

Anna Skrzycka
600 985 675

Piątek
Nasz bohater stracił jajka, przy okazji zrobiono porządek z uszami. Świerzbowca nie ma, są natomiast rany wewnątrz wynikające z drapania się -  pchły. Dlatego go te uszy tak bolą. Po podaniu narkozy wylazł z psiaka tasiemiec, nie wiem czy cały, czy kawałek. Jak pies dojdzie do siebie, to zacznie się eksmisja lokatorów wewnętrznych.
Stracił przy okazji jeden ząb. Z jednej strony ma białe, zdrowe zęby ale z drugiej strony zęby są zniszczone, połamane (?)  -  nie wiem czy dobrze usłyszałam, w każdym razie różnica jest znaczna. Lekarze ocenili że jest to skutek jakiegoś urazu, być może w dzieciństwie. Nie sądzę, że b. właściciel go bił, przynajmniej ja tego nie zauważyłam, chociaż w sumie to nie wiem co o tym sądzić; pies boi się wyciągniętej ręki, kuli się wtedy i chowa za opiekuna…, być może jest jakieś inne wytłumaczenie.  Kawaler oczywiście zauroczył weterynarzy, do każdego się przymilał, oczywiście zwiedził gabinet bez najmniejszego lęku, wszystko musiał obwąchać i nie przestawał przy tym machać ogonem. DT jest zdania, że charcik nadaje się do adopcji już teraz, jego rany szybko sie zagoją, zmiany skórne też się cofną, bo pchły już poszły precz, więc jeśli któryś z dzisiejszych, potencjalnych DS zdecyduje się przed środą, to psiak nie pojedzie do Katowic, tylko od razu do swojego nowego domu. Oby tak się stało. Odetchnę wtedy i zejdzie może ze mnie cały ten stres.

Niedziela
Wróciliśmy pół godziny temu. Wyszłam z wanny, powinnam się zająć klasówkami, bo mnie jutro chłopcy zjedzą, ale muszę odreagować. Buras, bezdomny kocur który od ubiegłego roku bardzo się chce wprowadzić do naszej chałupy (ten, co przyprowadził małe Iggy i Pushę), jest w kiepskiej kondycji. Muszę złapać, wyleczyć i wykastrować. No i ta podrzucona malutka sunia…na pewno jakiś skurwiel wyrzucił ją z auta, bo koczuje pod naszą działką i co przejeżdża samochód, to malutka podnosi się z nadzieja i patrzy…Dziś przejeżdżając, zwolniłam, sunia zaczęła z nadzieją biec w kierunku auta…
Ona tam podobno jest od poniedziałku. Psina bardzo się boi, nie pozwala do siebie podejść. Postawiłam jej dwie miseczki przy lesie i solidnie nakarmiłam. Wczoraj jadła, jadła i piła, odchodziła odpocząć w krzaki i za chwilę wracała. Zostawiłam pięć puszek i poprosiłam małego od sąsiadów, by dawał jej codziennie jedną i pilnował czy ma wodę, mam nadzieję, że będzie to robił.
Dziś zostawiłam bramę szeroko otwartą i psiunka weszła na podwórko. Zamknęłam szybko bramę, pomyślałam, że gdyby udało się ją zatrzymać na podwórku, to miałaby chociaż schronienie, gdyby padało i ochronę przed wałęsającymi się psami, no i dostęp do wody. Niestety nie udało się. Znalazłam pszczeli rój na drzewie i pojechałam szukać jakiegoś pszczelarza. No i tej facet, gdy któryś raz poszedł do swojego auta, nie zamknął furtki, psiak uciekł.
Teraz siedzę i myślę jak to wszystko poukładać. I za co…. Mam koty do wycięcia, jednego do leczenia no i tę sunię i muszę to wszystko załatwić do końca czerwca.
A z sunią to jutro będę starała się dodzwonić do piotrkowskiego TOZ-u, chociaż jestem prawie pewna że mnie oleją. W Opocznie jest schronisko, ale okoliczni ludzie zarzucili ich podobno psami, podrzucają zwierzaki i wypuszczają pod schronem i wiem, że już nie przyjmują żadnych zwierząt. W przyszły weekend zabiorę aparat i może uda mi się cyknąć jej jakieś zdjęcia, no i będę się starała, by weszła na podwórko. Gdyby mi się to udało, to w kolejny weekend będę kombinowała by zrobić jej jakiś prowizoryczny wybieg, tak by ograniczyć jej możliwość ucieczki, bo teren wprawdzie ogrodzony ale i tak jest zbyt duży na jakiekolwiek łapanki. Gdyby mi to wyszło, to w następnej kolejności będą ją ogłaszać, może ktoś będzie w stanie się nią zająć.
Takie plany, a co z tego wyjdzie, nie mam pojęcia.
Jestem wściekła, rozżalona i czuję że niewiele mogę. Okropne uczucie. Najbardziej się boję, że zaczną mi teraz podrzucać zwierzaki w ilościach, które mnie przytłoczą. Jeszcze gdyby tam był internet, to może jakoś bym sobie poradziła…

Charcik jest już w domu tymczasowym.

Wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób starali się pomóc  -  bardzo, bardzo dziękujemy  -  to dzięki Wam trafiliśmy do osób, które się nim teraz zajmą.

Dla cierpliwych szczegóły w załączniku i na blogu
http://domowepiwniczne.blogspot.com/search/label/uda%C5%82o%20si%C4%99%21

Serdecznie pozdrawiam
Anna Skrzycka

Dostałam od koleżanki takiego maila  -  znam ją i miejsce, o którym pisze, wiem, że nie przesadza…. Może ktoś ma miejsce na takiego stworka? Dom stały albo tymczasowy?
“Wysyłam Ci zdjęcia psa, o którym Ci ostatnio mówiłam. Nie wiem ile mam czasu, ale pewnie nie za dużo. Potem pies dostanie w łeb… w ciągu tego tygodnia w taki sposób pozbyli się małego psiaka, którego ktoś im podrzucił na podwórko. Małe kociaki zresztą też załatwili…
Reks jest w typie (chyba) charta węgierskiego, chociaż tak naprawdę to nie znam się na tym. Jest młody (3-4 lata) i przyjaźnie nastawiony. Od szczeniaka był zamykany w oborze z krowami, teraz traktuje krowy jak swoje stado. Nikt z nim nie pracował, przybiega na gwizdnięcie lub wołanie po imieniu, ale to chyba wszystko co umie. Nie potrafi chodzić na smyczy, trzeba go nauczyć jak się powinien  zachowywać, nie jest też wykastrowany. Jestem pewna, że nigdy nie był odrobaczany ani szczepiony.
Może przy okazji kocich kontaktów, uda się trafić na psoluba.
Justyna
P.S. Psa muszą się pozbyć bo nie szczeka (albo za mało szczeka).”

Kochani, pora w końcu się rozliczyć z przekazanych nam pieniążków  -  na razie faktura na 550zł za koty około- Farciarzowe, opisywane w kolejnych relacjach, w przyszłym tygodniu postaram się rozliczyć do końca z Waszych wpłat: 140zł  -  staruszka ze Wschodniej 140zł, sterylka i przeleczenie
120zł  -  sterylka kotki spod katedry

120zł  -   sterylka kotki z cmentarza przy Lodowej

120zł  - sterylka czarnej kotki z Gdańskiej
50zł  -  odrobaczenie i szczepienie pogryzionego.

Przepraszam, że tak to trwa, ale naprawdę strasznie gonię, zamiast pojechać do lecznicy załatwiać sprawy formalne albo ganiam / wożę kolejne koty, albo lecę np do Bełchatowa po Żabole….. Wczoraj z kolejnym chorym gnałam na sygnale… Strasznie dużo tej kociej biedy….. 

Zdjęcia Farciarza mam, może uda mi się w weekend napisać…   

Ostatnie wieści

“Farciarz był wczoraj na prześwietleniu, kolejne 3 tygodnie w klatce.
Wyrywa się z tej klatki, chciałby pochodzić, rozprostować łapki..”

Z placu boju: 

“Moja prośba o pomoc może się ciągnąc w nieskończoność…
Bo tak
Ciągle nie mam kiedy napisać o trutym kociaku, już są chore następne.
Wczoraj Kasia z EC4  -  forumowa Kania66  -  zawiozła do lecznicy poranionego kota. Młody, nie ma roku, oswojony, bardzo mocno pogryziony  -  cały grzbiecik w ranach, do tego silny koci katar  -  kicha na czerwono… Został na kilka dni w lecznicy, po prostu nie ma go gdzie umieścić. Zdjęcia drastyczne, już po oczyszczeniu ran  -  dojechałam do lecznicy po zabiegu, wcześniej nie zdążyłam, a Kasia nie ma aparatu. Wcześniej była to spuchnięta, śmierdząca galaretowata masa ropy, krwi, sierści, martwej skóry i brudu. Może lepiej, że zdjęcia nie ma…
Niekastrowany.
Zdjęcia dotarły:

A przed chwilą zadzwoniła Agnieszka  -  jeden ze stadka kotów, które karmi po drodze do pracy, ma rozwalona główkę, oko jakby wypłynięte. Tyle wiem. Zdjęć też nie mam, Agnieszka też nie ma aparatu….
Jeśli kota da się złapać, będę znów musiała jechać do lecznicy po zdjęcia.
Fotki Farciarza mam mieć. Marika mieszka w Strykowie, kot jest w Konstantynowie….
Więc proszę zrozumcie te ograniczone informacje  -  naprawdę brak mi czasu, często nawet na napisanie kilku słów czy telefon….

prosimy o wsparcie:

Jeśli chcecie kotkowi pomóc, prosimy o wpłaty na konto 60 1090 2590 0000 0001 2242 7952  Społecznego Komitetu Organizacyjnego „Kot obok Psa”, z dopiskiem „Farciarz”Bardzo dziękujemy

informacja  z dnia 05.04.2014

Pożyczyliśmy Marice dużą króliczą klatkę, kuwetę  -  kotek przewieziony został do jej Mamy, będzie tam miał spokój i opiekę, Marika codziennie będzie jeździć robić zastrzyki, podawać tabletki  -  przynajmniej przez pierwszy tydzień. Farciarz w lecznicy bardzo grzecznie dał się zapakować do kontenerka  -  oczywiście ostrożnie, by nie urazić połamanego ciałka, trochę popłakał w samochodzie, a w domu przy lokowaniu w klatce  -  zaczął mruczeć!!!! Czyżby tak dziękował ze opiekę? Klatkę obwąchał bardzo starannie, widocznie wyczuwając w niej wspomnienia innych kotów, po czym wciągnął się do kuwety, i tak został do odjazdu Mariki  -  więc i zdjęcia „kuwetkowe”.

informacja  z dnia 03.04.2014

Marikę poznałam w ponad rok temu  -  oczywiście przez koty. Mieszka w Strykowie, potrzebowała klatki-łapki i pomocy w sterylizacji wolnożyjących kotów. Klatkę wzięła, koty połapała i wysterylizowała, maluszki wyadoptowała. I dwa dni temu  -  w poniedziałek późnym wieczorem zadzwoniła, że wracała do domu, samochód potrącił kota, ma go nieprzytomnego w samochodzie, z buzi i pupy cieknie mu krew, ratunku!!!! Do lecznicy, która ma podpisaną umowę z miastem nie przyjmą  -  kot spoza Łodzi, Marika też. Więc do całodobowej Sowy. Z przygodami  -  bo Marika nie miała ze sobą kontenerka, nikt normalny nie wozi go w samochodzie, nieprzytomnego kota położyła na siedzeniu pasażera, ja w nerwowej rozmowie nie uprzedziłam, że kot może odzyskać przytomność i próbować ucieczki, no i przed lecznicą wyskoczył… Na szczęście schował się pod samochód, z pomocą pracowników lecznicy (wielkie dzięki, naprawdę nie musieli) udało się do złapać. Oględziny, prześwietlenie, badanie krwi. Kotek  -  chłopczyk, młodziutki, ledwo mu się dolne kiełki wyrzynają, może pół roczku.

Diagnoza  -  ogólne potłuczenia, połamana miednica, rana po lewej stronie żuchwy, wybity lewy górny kiełek. I najgorsze  -  krew w moczu, podejrzenie pęknięcia pęcherza moczowego. Jeśli pęknięty…. Trzeba poczekać kilkanaście godzin, zobaczyć, czy mocz zbiera się w pęcherzu, czy kotek się załatwia. Leki, kroplówka, kotek zostanie w lecznicy na obserwacji. Oby ten pęcherz był cały…
We wtorek rano informacja z lecznicy  -  pęcherz raczej cały, jest trochę krwi w moczu, ale to najprawdopodobniej efekt potłuczenia, cyklonamina powinna zahamować krwawienie, rana na bródce nie wymaga szycia, ząbek, cóż, nie odrośnie… Czekamy jeszcze do wieczora, i jeśli mu się nie pogorszy  -  trzeba go z lecznicy zabrać….
Wieczorem pojechałam zrobić zdjęcia, zobaczyć kotka, sprawdzić, czy kocię dzikie czy niekoniecznie  -  na Marikę syczał, w czasie badania syczał, ale nie gryzł, nie bił łapkami.

Kocurek leży na boczku, tylne łapki ma wyprostowane, przemieszcza się ciągnąc na przednich. Nie wchodzi do kuwetki  -  za wysoki brzeg… Na pewno jest bardzo wystraszony i obolały.


Nasyczał, kiedy wyciągnęłam rękę, ze strachu zrobił siusiu pod siebie  -  na szczęście już bez krwi.. W otwartej buzi widać miejsce po wybitym kiełku. Nałożyłam rękawicę, pogłaskałam po główce, uspokoił się, przymknął oczka. Już bez rękawicy spokojniej pogłaskałam  -  tylko po główce, trochę za uszkiem, bo reszta ciałka może boleć…..
Czeka go teraz kilka tygodni w klatce  -  bierze go Marika do swojej mamy, będzie tam codziennie dojeżdżać, podawać leki. Potem kolejne prześwietlenie, kastracja  – i szukanie domu. Ale to potem, najwcześniej za 5-6 tygodni, teraz potrzebne są pieniądze na zapłacenie rachunku w lecznicy, na podkłady do klatki  -  co najmniej dwa dziennie, nie wiemy, jak długo nie będzie w stanie wciągnąć się do kuwetki. No i przydałaby się pomoc na lepsze jedzonko dla malca  -  a Marika jest bez pracy….

Dlatego bardzo prosimy o pomoc  -  dotychczasowe  koszty to
200zł  -  rachunek w lecznicy
42zł  -  duża paczka podkładów higienicznych
19zł  -  sucha karma
19,80zł  -  mokra saszetki  -  saszetki
35,80zł  -  żwirek

Jeśli chcecie kotkowi pomóc, prosimy o wpłaty na konto 60 1090 2590 0000 0001 2242 7952  Społecznego Komitetu Organizacyjnego „Kot obok Psa”, z dopiskiem „Farciarz”
Bardzo dziękujemy

FFA Oddział Łódź z siedzibą w Łodzi informuje,
że w ramach zbiórki publicznej FFA Łódź prowadzonej
w okresie 05.04.2013 – 07.01.2014
na podstawie dec. Marszałka Województwa Łódzkiego nr 3/13 zmienionej dec.8/13
zebrano w formie wpłat do skarbon stacjonarnych

kwotę 6045,37zł (sześć tysięcy czterdzieści pięć zł 37/100).
Całość środków uzyskanych w ramach zbiórki pub. została przeznaczona na wydatki
związane ze sterylizacją i leczeniem bezdomnych zwierząt oraz naprawą skarbon.

Światowy Dzień Kota

KOCIE SPRAWY 2012

Piszą o nas:

http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/502217,strazacy-uratowali-uniwersytecka-kotke-zdjecia,id,t.html?cookie=1#czytaj_dalej

Dzięki Państwa hojności z akcji na Wałbrzyskiej zostało nam 1089, 35zl. Z tych pieniędzy wysterylizowaliśmy jeszcze 3 kotki i dwa kocurki z „pojedynczych” łapanek (podane niżej) – czyli 300+120zł, zostało 669,35zł.

Nasza akcja na Wałbrzyskiej

Uczestnicz w promocji „Perfekcyjne żywienie” i wesprzyj naszą fundację.

W promocji karm 1stChoice klienci otrzymują bezpłatne opakowania karmy z kuponem promocyjnym.
Możesz swoją karmę przekazać potrzebującym.
Wypełnij kupon i wskaż naszą fundację a 1stChoice przekaże karmę do naszej fundacji.
Szczegóły akcji na stronie 1stChoice i na facebook-u

Perfekcyjne Żywienie

Zachęcamy do wzięcia udziału w promocji i wsparcia potrzebujących zwierzaków.

Pomóżcie!

Z uwagi na coraz większa liczbę zgłoszeń zwracamy się do wszystkich z prośbą o wsparcie finansowe lub rzeczowe.
Talony na kastracje i sterylizacje z UMŁ się  skończyły,a potrzeby są wciąż ogromne.

Nie chcemy odmawiać nikomu pomocy,ale nasze możliwości finansowe kurczą się w zastraszającym  tempie. Prawdopodobnie w lipcu zaczniemy zbierać pieniądze do plastykowych puszek w związku ze zbiórką publiczną.Potrzebujemy chętnych właścicieli, którzy w swoich sklepach, salonach i biurach zgodzą się na ustawienie skarbonek.

Prosimy o kontakt: Monika 509 729 642, montes@o2.pl

Kolejny rok, kolejny wątek.

Ciągle z ta samą nadzieją, że będzie dużo sterylizacji i kastracji, jeszcze więcej dobrych domów, odpowiedzialnych karmicieli, mądrych ludzi gotowych do pomocy, więcej sponsorów i zdecydowanie mniej kociego i psiego nieszczęścia. I więcej ludzkiej świadomości, że zwierzę też cierpi, że ponosimy za nie odpowiedzialność. I że okrucieństwo wobec zwierzaka nie będzie bezkarne, albo karane w symboliczny, jak dotychczas bywało.

Z nadzieją, że udźwigniemy kolejny rok finansowo – 2011 był dla nas bardzo trudy pod tym względem, zrobiliśmy dużo, może nawet za dużo – jak na nasze realne możliwości. Cudem udało się związać koniec z końcem, ale na kolejny rok cudów nie liczymy…

Nadal sterylizacja wolnożyjących jest naszym głównym celem, nadal mamy koty do adopcji – w nowy rok wchodzimy z ponad 40 zwierzakami w domach tymczasowych. Mamy też kilka psiaków…

Bez zmian – pomagamy w leczeniu wolnożyjących kotów. Karmiciele stadek przez nas kastrowanych dostają regularnie fenbenat na odrobaczenie.

Będziemy też – w miarę możliwości – włączać się w inne akcje pomocowe, wspólnie z innymi kociolubnymi – np. w akcie budkowe, sterylizacyjne w większych skupiskach kotów.

WIĘKSZE AKCJE

Podsumowanie różnych akcji – szczegóły będzie można poznać w tym wątku
i / lub podlinkowanych wątkach opisujących te akcje dokładniej.

  1. 30km od Łodzi – dziewczyna, bieda i koty -  viewtopic.php?f=1&t=137505&p=8425817#p8425817 zabrane dwa kociaki, wysterylizowana 2 kotki – jedna wyadoptowana, wykastrowane 3 kocury, zaszczepione 4 domowe koty, zabrany chory przybłąkany kociak,
  2. Pimpuś – bezłapy psiak z torowiska - viewtopic.php?f=1&t=137505&start=75 amputacja łapki i ogonka, kastracja, szukamy domu;
  3. Kilińskiego 4 -  viewtopic.php?f=1&t=137505&start=45 zabrane dwa kociaki, wysterylizowane 2 kotki, wykastrowane 3 kocury;
  4. Składowa UŁ -  kotka zamarzająca w zrujnowanej kamienicy viewtopic.php?f=1&t=137505&start=180 nasz udział niewielki, wypożyczenie klatki-łapki i trochę instruktażu, cała robotę “odwaliła” Straż Pożarna i pani z ochrony;
  5.  Wschodnia – 7 kotów wyrzuconych z domu – viewtopic.php?f=1&t=139701&start=30 – 6 w domach, ostatnia Pysia szuka..,
  6. Lubeckiego – Tamka – 35 dorosłych kotów – zabrane 5 kociąt, ciachnięte chyba 9;  viewtopic.php?f=1&t=137505&start=435 ;
  7. melina przy Piotrkowskiej – zabrane 6 kociąt i 5 podrostków, ciachnięte 5 kotek. 2 kocurki, kotka staruszka przeleczona, leczone kolejne kichające ; viewtopic.php?f=1&t=137505&start=495 podsumowanie  viewtopic.php?f=1&t=137505&start=615;
  8. działki Montwiłła- Mireckiego – kotka i kocurek w leczeniu, 6 złapanych na kastrację/ sterylizację http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1 … 9#p8884099;
  9. Strzelców Kaniowskich – zabrane 3 kocięta z bardzo chorymi oczami – zaawansowany kk – viewtopic.php?f=1&t=137505&start=570 wysterylizowane 3 kotki 3 kocury  viewtopic.php?f=1&t=137505&start=660;
  10. Ślepaczki – 3 kocięta z chorymi oczami, po operacji – bezoczek, jednooczka i dwuoczek, kotka-matka wysterylizowana i przeleczona -  viewtopic.php?f=1&t=137505&start=645;
  11. Sopocka – zabrane 4 kocięta “z psich zębów”, trzy wyadoptowane, jedna kotka wysterylizowane, pozostałe (2?) w trakcie łapania -  viewtopic.php?f=1&t=137505&start=660;
  12. Limanowskiego – kocięta z piwnicy – zabrane i wyadoptowane 4 kocięta, kotka i kocury (2?) w trakcie łapania -  viewtopic.php?f=1&t=137505&start=660;
  13. Reja 7 – kociaki z komórki – tu początek viewtopic.php?f=1&t=137505&start=765 a tu podsumowanie viewtopic.php?f=1&t=137505&p=8970978#p8970978;
  14. EC4 – tu się zaczęło viewtopic.php?p=8904304#p8904304 . Zabrane 8 kociąt (3 chore) i kotka chora, 4 kotki wysterylizowane, 2 kocury wykastrowane. pozostałe (kilkanaście?) w trakcie łapania – viewtopic.php?f=1&t=137505&start=690;
  15. Zrujnowana kamieniczka -  tu początek viewtopic.php?f=1&t=137505&p=8983801#p8983801 . Zabrane pięć kociąt, wykastrowane dwa kocury, wysterylizowana jedna kotka.

Sterylizacje i kastracje 2012

http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=137505

STERYLIZACJA

 

2. 2012.04.30 – córeczka Soni,
1. 2012.04.28 – sunia Sonia,
131. 2012.07.15 – widzewska ciężarówka,
129-130. 202.07.14 – dwie kotki z Pomorskiej 41a,
128. 2012.07.09 – Dzidzia z Lubeckiego,
127. 2012.07.07 – kotka-matka z hurtowni Yogo,
125-126. 2012.07.06 – dwie kotki z przedszkola,
124. 2012.07.06 – kotka z Chocianowickiej,
123. 2012.07.02 – Milka z Lubeckiego,
121-122. 2012.07.05 – dwie kotki z Księżego Młyna,
120. 2012.07.02 – kotka z Lubeckiego,
118-119. 2012.07.01 – dwie kolejne ciężarne od Dobrej Pani,
117. 2012.06.29 – bardzo ciężarna złapana przez Dobrą Panią,
116. 2012.06.29 – pingwinka z Motylowej,
115. 2012.06.29 – działkowa,
114. 2012.06.28 – dwie kotki z Księżego Młyna,
112-113. 2012.06.28 – mama Pandy, Żabki i Czarnej + druga kotka,
111. 2012.06.27 – trzyłapka z Piotrkowskiej 49,
110. 2012.06.27 – kotka ze Struga 4,
109. 2012.06.26 – Małgosia z meliny,
108. 2012.06.24 – Astra – kocia mama z ruiny,
107. 2012.06.24 – kocica z Pienistej,
106. 2012.06.21 – czarna Mamulka z Lubeckiego,
105. 2012.06.21 – Zosia kotka znaleziona,
104. 2012.06.15 – kolejna kotka z Rysowniczej,
102-103. 2012.06.14 – mala szylkretka i czarna spod blku przy Rysowniczej,
100-101. 2012.06.12 – burasia z białymi łapkami i szylkretka z gielny na Starcie,
99. 2012.06.11 – młoda kotka z Teofilowa,
97-98. 2012.06.10 – dwie ciężarne kotki z Teofilowa,
96. 2012.06.07 – mama kociąt z Reja,
95. 2012.06.06 – kotka ze zmiażdżona łapką ze Startu,
94, 2012,06.06 – podśmietnikowa burasia ze Zmiennej,
93. 2012.06.06 – przygarnięta Lola,
92. 2012.06.04 – kotka z działek Tabelowa,
91. 2012.06.04 – dwie kotki z Jesionowej,
90. 2012.06.04 – kolejna kotka z EC4,
89. 2012.06.02 – biało-bura koteczka z EC4,
88. 2012.06.01.- druga kotka z działek na Tabelowej,
87. 2012.05.31 – kotka z działek na Tabelowej,
86. 2012.05.29 – pierwsza kotka z Sopockiej,
84-85. 2012.05.29 – dwie kotki z EC4,
83. 2012.05.25 – działkowa kotka od zdziwionego pana,
82. 2012.05 – dwie kotki z Finansowej 104,
81. 2012.05.25 – ciężarna z Konstantynowa,
80. 2012.05.23 – mama bezoczków,
79-81. 2012.05.24 – trzy panny z rur Lodowa 85,
78. 2012.05.23 – czarna ciężarna od kociąt zabranych 12 maja,
77. 2012.05.23 – mama kociąt zabranych 12 maja,
76. 2012.05.20 – Krzywa Główka z działek Montwiłła -Mireckiego,
75. 2012.05.20 – czarna karmiąca z działek Montwiłła- Mireckiego,
73-74. 2012.05.19 – dwie kotki z działek Montwiłła- Mireckiego,
72. 2012.05.19 – “stara” Madzia z ropomaciczem z działek Montwiłła- Mireckiego,
71. 2012.05.19 – szylkretka Keksia,
70. 2012.05 – uprzejma kotka,
69. 2012.05.14 – i kolejna kotka z meliny,
66-68. 2012.05 – trzy kotki – Piotrkowska / Targowa / Tylna,
65. 2012.05.10 – kolejna kotka z meliny,
64. 2012.05.10 – druga kotka od szewca,
63. 2012.05.09 – pierwsza kotka od szewca,
62. 2012.05.09 – porzucona kotka Mazda,
61. 2012.05.09 – stara kotka z meliny,
59-60. 2012.05.08 – dwie kotki z działek od pewnej Pani,
58. 2012.05.07 – mała szylkretka z meliny,
57.2012.05.06 – Barbarella,
56. 2012.05.06 – matka Retkiniąt,
55. 2012.05.05 – ciężarna z Szewskiej.
54. 2012.05.04 – Zuzka z nowotworem,
53. 2012.04.28 – czarna ciężarna z Matejki 8,
52. 2012.04.28 – sterylka namówiona,
51. 2012.04.25 – ciężarna z działek przy Kreciej,
50. 2012.04.23 – kotka z Tamki – “rozklejanie” zrostów w oczku,
48-49. 2012.04.23 – dwie kotki z Tamki, matki maluszków,
47. 2012.04.21 – młoda kotka z dt – amputacja oczka,
46. 2012.04.21 – mama-burasia z Retkini,
44-45. 2012.04.21 – bura szylkretka i już ciachnięta kotka z Wimy,
40-43. 2012.04.14 – cztery kotki (3 ciężarne) z Targowej / Fabrycznej,
39. 2012.04.17 – czarno-biała kotka z Placu Pokoju,
38. 2012.04.16 – tłuściutka Tosia z Lubeckiego,
37.2012.04.14 – biała kotka z 4ma kociętami, Waryńskiego,
36.2012.04.13 – szylkretka Kleo,
35. 2012.04.12 – trzy kotki z Targowej,
34. 2012.04.12 – syjamowata ciotka malutkiego syjamka,
33. 2012.03.29 – kotka ze Złotna, ciężarna,
32. 2012.03.29 – kotka z Andrzejowa,
31. 2012.03.26 – biała kotka Krusia z ruiny,
30. 2012.03.23 – kotka z działek na Chojnach,
29. 2012.03.16 – Rysia z Kolumny,
28. 2012.03.16 – kotka z nowotworem sutka,
27. 2012.03.16 – Niteczka,
26. 2012.03.11 – Dymna matka z Piotrkowskiej 46,
25. 2022.03.10 – tri Mufinka,
24. 2012.03.09 – ruda Niteczka,
22-23. 2012.03.06 – dwie kotki z Kilińskiego 4,
21. 2012.03.01 – ciężarna burasia ze Wschodniej 23,
20. 2012.02.25 – kotka ze Zgierza,
19. 2012.02.22 – burasia z działek przy Spornej,
18. 2012.02.03 – domowa burasia,
17. 2012.02.03 – mala szylkretka ,
14-16. 2012.01.31 – trzy czarno- pingwinkowate kotki z Zgierskiej 80,
13. 2012.01.26 – kotka z Górniczej,
11-12. 2012.01.25 – dwie kotki z działek Radość,
9-10. 2012.01.24 – dwie kotki – jedna ciężarna,
8. 2012.01.21 – kotka z podłódzkiej wsi,
7. 2012.01.20 – Melania pingwinka z Łowickiej,
6. 2011.01.20 – druga szylkretka z Kilińskiego 4,
5. 2012.01.17 – kotka Bessa z pewnego zakładu pracy,
4. 2012.01.13 – szylkretka z Kilińskiego 4,
3. 2012.01.09 – śliczna szylkretka ze Strykowa,
2. 2012.01.08 – Melody,
1. 2012.01.05 – Honey, kotka “wysterylizowana” w Dogu przez nacięcie uszka,

KASTRACJA

 

1. ??? Pimpuś trzyłapek,
2. psiak w typie husky,

92. 2012.07.15 – widzewski Franek,
91. 2012.07.09 – poraniony kocurek od biedynych ludzi,
90. 2012.07.06 – bury kocurek z Chocianowickiej,
89. 2012.07.03 – Krótkie Łapki z Matejki,
88. 2012.07.02 – Kelner z Lubeckiego,
87. 2012.07.01 – Kamyk z Matejki,
86. 2012.07.05 – kocurek Wiktor,
84-85. 2012.07.05 – dwa kocury z Księżego Młyna,
83. 2012.07.05 – kocur z Matejki,
82.2012.07.03 – i jeszcze kocur z Lubeckiego,
81.2012.07.02 – kocur z Lubeckiego,
80. 2012.07.01 – rudy od Dobrej Pani,
79. 2012.06.29 – czarny niełapalny z działek,
76-78. 2012.06.29 – trzy kocury,
75. 2012.06.28 – kocur z Księżego Młyna,
73-74. 2012.06.28 – dwa kocury z rejonu Pandy, Żabki i Czarnej,
72. 2012.06.23 – przypadkowy buras z ruiny,
71. 2012.06.22 – rudy sąsiad ruiny,
70. 2012.06.15 – Blondyna kocur z Tamki,
69. 2012.06.12 – Piękny Wiesław z Tamki,
68. 2012.06.11 – kocur z Teofilowa,
67. 2012.06.08 – czarny dziki z Reja,
66.2012.06.06 – srebrny znajduś Felusi,
65. 2012.06.06 – przygarnięty Leon ze Staszica,
64. 2012.06.04 – kocurek z działek Tabelowa,
63. 2012.06.04 – kocurek poranny z Jesionowej,
61-62.2012.06.03 – dwa kocurki z Jesionowej,
60. 2012.06.02 – kocur Klakier i biało-bury z EC4,
59. 2012.06.01.- trzeci kocurek z działek na Tabelowej,
57-58. 2012.05.31 – dwa kocurki z działek na Tabelowej,
54-56. 2012.05 – 3 kocurki Finansowa 104,
53. 2012.05.24 – kocurek z rur Lodowa 85,
52. 2012.05.23 – tata (?) kociąt zabranych 12 maja,
51. 2012.02.23 – namówiona kastracja Drakula,
50. 2012.02.21 – biały przygarnięty kot z Matejki,
49. 2012.05.20 – chory i stary Strupek z działek Montwiłła- Mireckiego,
46-48. 2012.05.19 – trzy kocurki (Szkielecik, Jajcarz, Zorro) z działek Montwiłła- Mireckiego,
45. 2012.05.18 – niełapalny  zdziczały kocurek z piwnicy,
44. 2012.05.17 – kocurek z grzybem z piwnicy,
42-43. 2012.05 – dwa uprzejma kocurki,
41. 2012.05.14 – i kolejny kocur z meliny,
40. 2012.05.10 – działkowy kocurek zdziwionego pana,
38-39. 2012.05 – dwa kocurki – Piotrkowska / Targowa / Tylna,
37. 2012.05.10 – kocurek od szewca,
36. 2012.05.09 – oswojony kocurek z Kasprzaka,
35. 2012.05.09 – kocurek z działek od pewnej Pani,
34. 2012.05.07 – roczny pingwinek z meliny,
33. 2012.05.04 – rudy Nitek tymczasik,
32. 2012.05.03 – łysy z Wimy ,
31. 2012.05.02 – Tymek tymczasik,
30. 2012.05.02 – buras z lasu,
29. 2012.04.28 – czarny z Matejki,
28. 2012.04.28 – czarny przybłąkany,
27. 2012.04.27 – Macius z Makro,
26. 2012.04.17 – czarny kwadratowy Łobuz z Lubeckiego,
25. 2012.04.16 – kocurek osiedlowy,
23-24. 2012.04.15 – dwa Afroamerykany z Lubeckiego,
18-22. 2012.04.12 – cztery kocury z Targowej,
17. 2012.03.27 – poparzony Maciuś z cmentarza dla zwierząt,
16. 2012.03.11 – Ułan bis z Pstrągowej,
15. 2012.03.08 – poraniony Ułan z Pstrągowej,
14. 2012.03.06 – wściekle dziki biało-bury z Pstrągowej,
13. 2012.02.25 – kocurek ze Zgierza,
12. 2012.02.24 – kocurek z Bałut,
11. 2012.02.06 – pobity kocurek Antałek,
10. 2012.01.25 – kocurek z działek Radość,
8-9. 2012.01.23 – dwa kocurki,
7. 2012.01.18 – dymny pingwin z Kilińskiego 4,
6. 2012.01.18 – jednouchy pingwin z Kilińskiego 4,
5. 2012.01.13 – pingwinek z Kilińskiego 4,
4. 2011.01.08 – kocurek spod Łodzi,
2-3. 2012.01.06 – dwa kocurki spod Łodzi,
1. 2012.01.05 – Łosoś, tymczasik

LECZENIE

 

116. 2012.07.09 – pogryziony kocurek biednych ludzi,
115. 2012.06.20 – bura Tośka z Lubeckiego, jest źle,
114. 2012.06.14 – stara, chora i prawie ślepa znaleziona kotka,
113. 2012.06.13 – Zorro z działek Montwiłła- Mireckiego, zaklinowana w buzi kość,
112. 2012.06.12 – malutki Chaberek u Bordo – amputacja nóżki,
109-111. 2012.06.11 – trzy kolejne chore kociątka z działek Montwiłła- Mireckiego,
108. 2012.06.11 – chore kociątko z działek Monfriłła – Mireckiego,
107. 2012.06.10 – łatanie przepukliny Shaggy,
106. 2012.06.09 – Blondyna (kocur) z Matejki,
105. 2012.06.09 – Nutka z Lubeckiego,
104. 2012.06.09 – Kayla z torów tramwajowych,
103. 2012.06.08 – piękny Wiesław z Matejki,
102. 2012.06.07 – dwa maleńkie kociątka z działek Tabelowa, nie udało się..
101. 2012.06.06 – kotka ze zmiażdżoną łapką ze Startu – amputacja,
100. 2012.06.06 – przeziębiona Lola ze Staszica,
97-99. 2012.06.03 – trzy “zdrowe kociaki” z Jesionowej,
95-96. 2012.06.02 – kolejne dwa kociaki z EC4,
94. 2012.05.30 – Panna Wodna topiona kotka – staruszka, nerki, kk,
93. 2012.05 – czarno-biały długowłosy,
92. 2012.05 – powypadkow  [*],
84-91. 2012.05.29 – osiem kichających kotów z meliny,
80-83. 2012.05.29 – trzy maluszki i kocia mama z EC4,
77-79. 2012.05.22 – bezoczek + 2 + mama,
75-76. 2012.05.21 – dwa kociątka,
74. 2012.05.21 – stary kocurek z krańcówki,
73. 2012.05.20 – kotka w wysokiej ciąży? kocurek z FIP [*],
72. 2012.05.20 – stary domowy kocur z działek Montwiłła- Mireckiego – wszoły, zęby, ogólne wyniszczenie,
71. 2012.05.19 – starsza kotka Madzia z działek Montwiłła- Mireckiego – ropomacicze, ogólne wyniszczenie,
70. 2012.05.17 – piwniczny kocurek, grzybica,
69. 2012.05.14 – Maciuś  z podejrzeniem guza – stara przepuklina,
68. 2012.05.13 – bardzo chory Kiluś,
65-67. 2012.05.12 – trzy bardzo chore maluszki,
64. 2012.05.12 – kotka z talonowej sterylki z pociętym brzuszkiem,
63. 2012.05.11 – skrajnie wychudzona kotka ze Wschodniej / Rewolucji, nie udało się…
62. 2012.05.09 – kocurek z działek od pewnej Pani, amputacja oczka,
61. 2012.05.09 – oswojony kocurek Morusek z Kasprzaka,
60. 2012.05.08 – stara kotka z meliny,
59. 2012.05.04 – Zuzka z Wifamy – z nowotworem,
58. 2012.05.04 – chora z Retkini, uśpiona, nerki,
52-57. 2012.04.28 – 6 kociąt z meliny,
51. 2012.04.23 – kotka z Tamki – “rozklejanie” zrostów w oczku,
50. 2012.04.22 – czarny dzikus z rozwalonym ogonem, amputacja,
49. 2012.04.21 – młoda kotka  – amputacja oczka,
47-48. 2012.04.21 – dwójka mniejszych kociąt od burasi z Retkini,
44-46. 2012.04.21 – trójka kociąt od burasi z Retkini,
43. 2012.04.21 – mama-burasia z Retkini,
42. 2012.04.14 – kot z pękniętą przeponą, [*],
41. 2012.04.13 – szylkretka Kleo, remont paszczy,
40. 2012.04.12 – srebrny Burczuś – amputacja łapki,
39. 2012.04.12 – podtruty (?) kot z Konstantynowa,
38. 2012.04.07 – szpitalny pogryziony Szaruś, zapalenie otrzewnej,
37. 2012.03.30 – pingwin z Łagiewnickiej [*],
36. 2012.03.26 – blokowy pingwinek Sylwester moich przyjaciół,
35. 2012.03.22 – kotka w ciaży, czyli kot z FIPem [*],
34. 2012.03.20 – młody i i miły z cmentarza dla zwierząt na Malowniczej,
33. 2012.03.19 – śliczna Trojka, której nikt nie chce,
32. 2012.03.16 – młody ze zmiażdżonym ogonem, Helios,
31.2012.03.16 – kotka z nowotworem sutka,
30. 2012.03.14 – kot powypadkowy, dzikus,
29. 2012.03.14 – kot z przetrąconą łapką, Almondo,
28. 2012.03.09 – wypadł z IIIp Wschodnia / Jaracza,
27. 2012.03.06 – persik Filcuś – depresja, nieciekawe wyniki,
26. 2012.03.04 – ciężko poraniony pingwin Ułan z Pstrągowej,
25. 2012.02.22 – mała pingwineczka podrzucona do kociego karmnika,
19-24. 2012.02.14 – mama + 4 kociaki + sparaliżowana kotka od bezdomnej pani,
18. 2012.02.13 – kociak ze zmiażdżoną łapką,
17. 2012.02.07 – remont paszczy kocurka Zuzi,
16. 2012.02.03 – dzika kotka z Brzeskiej,
15. 2012.02.02 – pobity-potłuczony kot,
14. 2012.02.01 – wyziębiony obcy szarak- nie udało się,
13. 2012.02.01 – chory dzikus szukający pomocy,
12. 2011.01.27 – Rudy Rydz domowy niechciany,
11. 2012.01.19 – kociak z 30km przywieziony,
10. 2012.01.14 – kotka Bessa z pewnego zakładu pracy,
8-9. 2012.01.10 – kocurki z 30km, robale / podejrzenie pp,
6-7. 2012.01.10 – dwa maleńkie zagilane szkieletory z Kilińskiego,
5. 2012.01.02 – powypadkowy psiak z torowiska, amputacja łapki i ogona,
3-4. 2011.12.31 – kolejne dwa koty z Ossowskiego, prawdopodobnie panleukopenia,
2. 2011.12.29 – Dean, kociak z działek – pp,
1. 2011.12.09 – młodziutki bury kocurek ze Zgierskiej,

Sterylizacje i kastracje na dzień 29.12.2011

http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=122271

ROK 2011 – 337 sterylek, 205 kastracji, razem – 542

Sterylki – 218 (ze środków fundacyjnych i prywatnych) + 119 (talony miejskie)

Kastracje – 146 (ze środków fundacyjnych i prywatnych) + 59 (talony miejskie)

Leczenie – 137,

zestawienie za 2011

 

Sterylizacje i kastracje na dzień 28.11.2010

http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=99668

ROK 2010 – 188 sterylek, 142 kastracji, razem – 330

Sterylki – 177 (ze środków FFA, sponsoringu  i środkow prywatnych) + 11 (talony miejskie)

Kastracje – 127 (ze środków FFA, sponsoringu  i środkow prywatnych) + 15 (talony miejskie)

zestawienie za 2010 rok

Sterylizacje i kastracje na dzień 31.12.2009

szczegóły: http://forum.miau.pl/viewtopic.php?t=72736

Sterylki – 119 (ze środków FFA i prywatnych) + 46 (talony miejskie)

Kastracje – 65 (ze środków FFA i prywatnych) + 10 (talony miejskie)

zestawienie za 2009 rok

ROK 2008 – 108 sterylek, 59 kastracji więcej nahttp://forum.miau.pl/viewtopic.php?t=72736&start=0